Tu wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi, a każdą z tych odpowiedzi można odnaleźć jedynie w dialogu z samą, samym sobą.
Bardzo trudno jest zrobić film, który dotyka metafizyki, który daje poczucie, że jest coś ponad i poza. Udawało się to Kieślowskiemu. Kiedy oglądam Dekalog albo Trzy Kolory, czuję najmocniej, że jest tam jakaś tajemnica – życia, śmierci…
„Minghun” też opowiada o tym, co ponad i poza. Subtelnie zachęca do zastanowienia się, co jest ważne w życiu i po nim, i dlaczego właśnie to.
Jan P. Matuszyński stworzył pełną delikatności opowieść o kruchości życia i nas samych, o której tak często niewygodnie jest nam pamiętać.
Warto poznać tę historię i historię rytuału, który pomimo swojej wschodniej egzotyki staje się nam bliski, bo mimo tego, że pochodzi z dalekiego kraju dotyka tego, co uniwersalne i ludzkie, miłości.



