We only said goodbye with words
I died a hundred times
You go back to her
And I go back to
I go back to us…
Śpiewa Amy mocnym głosem, choć ona sama utkana jest z kruchości.
To historia o sile talentu, ale i mocy autodestrukcji. Tak silnej, że aż niemożliwej do przyjęcia. Przez ludzi dookoła niej, przez widza też. Amy jest głodna, miłości, relacji, uwagi, bliskości. Nienasycona szuka doznań i doświadczeń ekstremalnych. Ich intensywność, jak wiemy, ją zniszczy, ale zanim to nastąpi napisze wiele wspaniałych piosenek.
Amy kocha jazz, miłością wierną i bezkompromisową. Jednak to miłość
do mężczyzny okazuje się tą bardziej zagarniającą.Upozowana scenicznie,
w życiu prawdziwa i autentyczna, do bólu. Za to pokochała ją publiczność, choć ona sama nie umiała przyjąć tego zachwytu.
Uwierzyć w siebie, to dla niej zbyt dużo, gardzić sobą to już coś.
Filmowa Amy próbuje oddać cierpienie tej z realności, czy jej się udało, oceńcie sami.



