Przyglądam się od czasu do czasu historiom ludzi, którzy pracują z pacjentami.
Profesor Antoni Kępiński był wybitnym psychiatrą. Humanistą, wrażliwcem, który dodawał otuchy innym wrażliwcom, nieradzącym sobie ze światem. Chowającym się w chorobie, znajdującym w niej swój azyl.
Był tak świetnym psychiatrą, bo sam dobrze wiedział, czym jest choroba.
Czuł pacjentów, niemal przez skórę.
Czytam o nim i myślę, jak ważne jest też „czucie” pacjentów właśnie.
Wiedza jest istotna – przeczytane książki, publikacje, odbyte szkolenia, godziny spędzone w gabinecie. Jednak, jak bardzo przydaje się w gabinecie ta cenna zdolność do spotkania z pacjentem w jego świecie.
Nie tylko przez trafne dobranie diagnozy i zaplanowanie pracy terapeutycznej, ale przez pełne zrozumienie oraz przyjęcie jego cierpienia.
Nie na płaszczyźnie słów tylko, a w pełnym kontakcie. Z człowiekiem przede wszystkim, później dopiero z pacjentem.



